Serię Mass Effect zna chyba każdy. Epicka przygoda którą każdy powinien przeżyć i się w niej zakochać. Dziś proponuję Wam nieco inne spojrzenie na tę serię, a zwłaszcza na ostatnią część trylogii. Poznamy ten świat z nieco innej perspektywy, bez Komandora Sheparda i jego ekipy. Jak wyglądała Inwazja Żniwiarzy na Ziemię z perspektyw zwykłego żołnierza?

Imię, nazwisko, stopień – nieznane (brak nieśmiertelnika)

Zaczynam naprawdę mieć tego dosyć. Inwazji, Żniwiarzy i tego całego syfu. Odkąd się to zaczęło wszystko idzie nie tak. Konsekwencją tego wszystkiego jest to, że zaraz zdechnę tu z bólu albo sam się zabije i to skończę. Ukrycie się w Big Benie nie było najlepszym pomysłem, ale nie miałem wyboru. Wszędzie wokół krążą Oni, Żniwiarze. Oddzielili mnie od reszty mojej drużyny, a w zasadzie tego co z niej pozostało. W pierwotnym składzie było nas dziesięciu. Dziesięciu Marine którzy zawsze wiedzieli co trzeba zrobić. Teraz jestem ja, reszta nie żyje albo zamieniła się w jedną z tych paskud. Pamiętam jak w szkole snajperów, Jacobs, zawsze się wygłupiał, a McMillan miał zawsze kija w tyłku. Teraz ma pewnie Smoczy Ząb w klatce piersiowej.

Po inwazji ja i reszta drużyny błąkaliśmy się po Londynie bez większego celu. Łączność wysiadła, brak rozkazów z góry, brak ograniczeń, brak zasad. “Nic nie jest prawdziwe. Wszystko jest dozwolone” – chyba gdzieś coś takiego kiedyś słyszałem. Organizowaliśmy zasadzki na małe oddziały wroga, zbieraliśmy resztki zaopatrzenia i informacje o wrogu. Wyodrębniliśmy kilka rodzajów przeciwników: Zombie, Kanibale, Grasanci, Brutale i najgorsi Kosiarze. Nie mam czasu opisywać wszystkiego, w ogóle cud, że mogę jeszcze mówić. Ta nowa jednostka Żniwiarzy jednym pociskiem prawie urwała mi nogę. Bogu dzięki zabrałem ze sobą więcej Medi-żelu.

Na szkoleniu mówili, że jak zostaje się samemu warto mówić do siebie. Nie zwariuje się wtedy tak szybko. Ja jestem sam już z tydzień i powoli wariuje, bo zdawało mi się, że u jednej z tych paskud widziałem tatuaż z kobrą na nadgarstku. Taki sam miał Peterson, ale on zmarł jako pierwszy. Nie zostało z niego zbyt wiele po tym jak dorwał go Kosiarz. Nawet teraz mam jego nieśmiertelnik i patrzę na niego. Mówię do hełmu. Mają opcję nagrywania i przekazywania tego co sam zobaczę. Gdybym miał kartkę i coś do pisania, pewnie napisałbym list pożegnalny. Nie oszukuje się, że z tego wyjdę. Zostałem sam.   

Jak to się stało, że zostałem sam? Przecież byliśmy najlepsi. Zawsze mieliśmy plan awaryjny. Tym razem jedynym planem awaryjnym była ucieczka. Podczas naszego ostatniego patrolu zrzucili tę nową jednostkę. Wyglądem przypominała starożytne Raknii, ale one przecież wymarły setki lat temu. Kolejne przywidzenie… Zresztą teraz to nie istotne. Zaczęła do nas strzelać dziwnymi pociskami energetycznymi. Uciekłem tylko ja z krwawiącą noga i resztką amunicji. Czemu nazywam to amunicją? Przecież od dawna są już pochłaniacze ciepła. Pewnie prościej powiedzieć amunicja niż pochłaniacz ciepła. Od tej pory uciekam z jednej nory do drugiej. Aż w końcu trafiłem do tego cholernego Big Bena z którego nie ma wyjścia.

Ciekawe, czy ktoś jeszcze przeżył? Wiem, że nie wytępili życia na całej planecie, ale chodzi mi o szychy jak Anderson, czy Shepard. Nigdy nie widziałem tego całego Sheparda i nie za bardzo wiem czemu stał się nagle takim “Bogiem” dla innych ludzi z Przymierza. “Pierwsze ludzkie Widmo” i inne tego typu pierdoły. To pewnie była decyzja polityczna, żeby w końcu ludzie przestali czepiać się Rady. “Ludzie są pomijani w Galaktyce.”. Zawsze mnie to irytowało. Nie mieliśmy źle, ale ludziom zawsze jest mało.

Wracając do Sheparda.  Wiem, że medali nie przyznaje się za nic, ale nie przesadzajmy, to tylko człowiek. Ponoć współpracował z Cerberusem, za co miał pójść pod sąd wojenny. Inwazja chyba przeszkodziła w sprawiedliwym sądzie. Jednak zasady dotyczą wszystkich, nawet jego. Słyszałem, że to jego drużyna robi wszystko. Podobnie było w naszym oddziale. Każdy znał się na czymś innym. Może dlatego tak długo udało nam się przetrwać. Może to jest “tajemnica” Sheparda – jest spoiwem, które łączy resztę drużyny. W naszej ekipie zabrakło chyba tego spoiwa, nie miał kto dowodzić. Najstarszym stopniem byłem ja, kapral. To za mało żeby dowodzić kimkolwiek.     

Została mi ostatnia porcja Medi-żelu. Teraz tu umrę, a nikt się o tym nie dowie. Podczas ucieczki zgubiłem swój nieśmiertelnik. Pewnie po tej całej rzezi nie zidentyfikują ciała. Nazywam się… Co? Co to za krzyk?

[ŹRÓDŁA: Youtube.com]