Październik w branży gier wideo to bardzo tłoczny miesiąc, wielu dużych wydawców wypuszcza mniej lub bardziej udane produkcje AAA, które mają wyznaczać trendy i zarabiać miliony milionów (co i tak jest zazwyczaj jest mało zadowalającym wynikiem dla panów w garniturach). Rok 2018 zdaje się nie wyróżniać zbytnio na tle pozostałych lat (Red Dead Redemption 2, Assassin’s Creed Odyssey, Call of Duty: Black Ops IIII, Soul Calibur VI), ale o dziwo znalazło się też miejsce dla kilku mniejszych tytułów, tworzonych przez małe niezależne studia. Jednym z nich jest Lucid Dream od Dali Games, dewelopera z Wrocławia. Powiem tak: świetny point-and-click z ciekawą historią, ale…

Lucid Dream zabiera gracza w podróż po krainie snów małej Lucy, dziewczynki o wielkiej wyobraźni, jak i dotkniętej wielkim nieszczęściem. Nie dość, że jest niepełnosprawna (porusza się na wózku), to na dodatek ma problemy z odróżnieniem jawy od snu. Podczas rozgrywki nieraz myślałem – “przecież to niemożliwe, by choroba w tak zaawansowanym stopniu rozwinęła się w tak młodym wieku”. Jednak wraz z upływem czasu wiedziałem już do czego to zmierza i co twórca chce przekazać graczowi. A może tylko mi się wydawało, że rozumiem tę grę? W końcu porusza temat, który jest na granicy pojmowania przez “śmiertelników”, czyli osoby nie mające doświadczenia z psychologią, jak i schorzeniami na tle psychicznym. Wszystko to brzmi bardzo tajemniczo, ale sama gra taka właśnie jest – w jednej chwili wydaje ci się, że już wiesz o co chodzi, by za chwilę doświadczyć “game changera” i zabawa w próbę ustalenia, co stanie się teraz zaczyna się od nowa.

Jednak Lucy nie jest sama, opiekuje się nią matka, która wraz z postępującą chorobą córki załamuje się coraz bardziej. Nie kryje się już z płaczem i ogólną bezsilnością, może robiła to tuż po śmierci ojca Lucy, ale teraz nie jest w stanie zrobić nawet tego. Dziewczynka widząc co się dzieje chce jej pomóc, dlatego coraz więcej czasu spędza w tytułowym “Świadomym Śnie”. Uważa, że poznane w nim istoty uwolnią umysł jej mamy spod wpływu ciemności, jednak tym samym znacznie pogarsza swój stan. W pewnym momencie dochodzimy do takiego momentu, że do moli w szafie znajdującej się w jej pokoju mówi “Moje kochane mole, tęskniłam za wami”, mimo, że wcześniej ich nienawidziła.

Sam świadomy sen jak najbardziej istnieje i osoba śniąca za pomocą odpowiednich technik może go wywołać. Kiedyś interesowałem się oniryzmem, więc oczywiście sam próbowałem wprowadzić się w taki stan, oczywiście bez skutku, ale to właśnie wtedy nauczyłem się wstawać tuż po przebudzeniu. Zapisywałem to co przeżyłem we śnie, z czasem zacząłem zapamiętywać więcej z kolejnych “nocnych przeżyć”, aż w końcu wszystko się skończyło. Może jakieś traumatyczne doświadczenie, które wyparłem z pamięci? Pewnie kilka sesji u psychologa dało by na to odpowiedź, ale nie to jest tematem recenzji.

Jak wspomniałem na początku Lucid Dream to przygodówka “wskaż i kliknij” i pod względem mechanicznym nie wyróżnia się niczym specjalnym. Zbieramy przedmioty i oddziałujemy nimi na otoczenie, tak by przejść do następnego rozdziału. Tych jest jedenaście; ręcznie malowane, z dużą dbałością o detale i, co najważniejsze, z własnym, niepowtarzalnym stylem. Powtarzałem to już kilkukrotnie w ciągu ostatniego miesiąca przy okazji recenzowania My Brother Rabbit czy My Memory of Us, ale bardzo cieszy mnie, że coraz więcej indyczków odchodzi od pixel artu na rzecz czegoś unikalnego, bardziej zapadającego w pamięć. Zagadki również nie powinny nastręczać Wam problemu, a mówi to osoba, która często miała z nimi problemy w innych produkcjach. Łamigłówki są, zaskakująco jak na gry, logiczne i można na nie wpaść samemu, bez pomocy Internetu. Jeśli jednak traficie na jakieś problemy możecie skorzystać z gumki, którą będziecie mogli wytrzeć zamazaną stronę z dziennika Lucy. Tam znajduje się rozwiązanie zagadki, która aktualnie sprawia nam trudność. Tu warto też dodać, że na początku gry możemy wybrać jeden z trzech poziomów trudności; podświetlenie przedmiotów interaktywnych czy inne tego typu rzeczy można regulować właśnie za pomocą poziomu trudności. Mi kojarzy się to z grami HOPA od Artifex Mundi.   

Plansze wypełnione są istotami i miejscami, które można stworzyć tylko podczas snu. Gdy świadomość nas nie ogranicza, a podświadomość przejmuje kontrolę nad naszym umysłem wszystko jest możliwe. Szczerze nie dziwię się, że Luci tak chętnie wraca do krainy, którą stworzyła – jest tam wolna, może chodzić o własnych nogach, rozmawiać z innymi. Nawet jeśli postacie, jakie spotyka na swojej drodze to księżyc z satelitą w oku, słoń ze skrzydłami czy mantikora z magnesem na ogonie. Ona nie czuje, że coś jest z tym nie tak. Inaczej. Wie, że to sen, ale mimo to brnie w niego dalej, pogłębiając tylko swoją chorobę. Prawdopodobnie w prawdziwym życiu nie ma przyjaciół czy znajomych, jej całe życie sprowadza się do siedzenia w pokoju i egzystowania z dnia na dzień. Sprawę pogarsza strata ojca i bezsilność matki – wszystko to sprawia, że Luci jest bardzo samotna, a to jedna z najgorszych chorób. Jeśli ktokolwiek powiem Wam, że dobrze mu samemu, to kłamie i próbuje ukryć pod maską “twardziela” swoją samotność.

Może zauważyliście, że pomijam kwestię techniczne Lucid Dream, robię to celowo, bo ciągle myślę, jak Wam to powiedzieć. Chyba najprościej będzie po prostu napisać, że nie skończyłem gry, bo po wstępnym, dwugodzinnym ograniu tytułu nie mogłem go potem ponownie uruchomić. Próbuję to zrobić nawet teraz, w trakcie pisania, ale nic się nie dzieje. Z przeglądania forum na Steam przeczytałem, że nie tylko ja mam ten problem. Komunikowałem się również z jednym z twórców gry, jest świadom tego błędu i stara się go naprawić. Mam nadzieję, że uda się mu to jak najszybciej, bo chciałbym skończyć Lucid Dream i zobaczyć zakończenie historii małej Lucy. Z tego też powodu tak długo zwlekałem z recenzją; gra miała premierę 8. października, ja zakupiłem ją 17., a tekst piszę 21. Produkcję Dali Games można skończyć w ok. 5 godzin, więc naprawdę przykro mi, że nie działa ona na moim komputerze, mimo, że spełnia on zalecane wymagania podane na stronie Steam gry. Fakt, mój komputer (a mam o taki) nie jest nowy i prawdopodobnie sprzęt z lepszymi parametrami nie ma z Lucid Dream problemu (słowa te potwierdziła później moja znajoma). Jednak ja w tę grę grałem i nie było z nią wcześniej żadnych problemów, a skoro nie tylko ja nie mogę jej uruchomić, to znaczy, że coś jest nie tak po stronie Dali Games. Warto też zaznaczyć, że produkcja była przez jakiś czas we wczesnym dostępie i może jeszcze nie wszystkie błędy zostały naprawione. Sam nie wiem, ale kibicuję Gregowi, by jak najszybciej udało się mu to naprawić.

Wy macie zapewne znacznie lepszy sprzęt ode mnie, więc nie przejmujcie się poprzednim akapitem i dajcie szansę Lucid Dream, bo to przepiękna gra. Porusza ona temat, z którym wcześniej w grach zetknąłem się tylko w Hellblade: Senua’s Sacrifice (które Janette recenzowała dla Was tutaj). Lucid Dream kupicie tutaj za 54. złote bez jednego grosza.

P.S.

Jestem świadom tego, że nie skończyłem tego tytułu i może nie powinienem pisać jego recenzji, ale nie mogłem już dłużej czekać.