Kochać branżę, która cię zlewa, czyli recenzja ”We are alright”


Godzina 11:00, właśnie wróciłem z treningu. Włączam mojego 8-letniego Asusa (
nie, firma Asus mi nie zapłaciła), uruchamiam Steam, wpisuje ”We are alright” i już po 5 minutach zaczynam oglądanie. Długo czekałem na ten film, chyba dobre kilka miesięcy i wreszcie nadeszła ta chwila, mogę obejrzeć godzinny dokument autorstwa Borysa Nieśpielaka ”Wszystko z nami w prządku”.

Wybaczcie ten wstęp, ale emocje, które towarzyszyły mi w trakcie oglądania ”We are alright” ciągle gdzieś są i nie zdążyły jeszcze ulecieć. Wiem, że na Orchigaming nie ma za dużo recenzji filmów, ale ten jest wyjątkowy. Przedstawia ciemniejszą, a przynajmniej te mniej widoczną, stronę naszej ukochanej branży.  

Wszystko z nami w porządku” to historia o dwóch młodych deweloperach, Bartku Pieczonce i Rafale Zarębie. Może się wydawać, że wybrali sobie łatwy i przyjemny sposób na zarabianie pieniędzy, przecież tworzą gry. Dla większości z graczy to spełnienie marzeń, pracowanie w branży, którą się kocha i z którą spędziło się tyle czasu. Film pokazuje, że nie jest to takie proste.

Zawsze jest za mało dni… Premiera gry była przekładana kilkukrotnie

Gry o których wiemy i o których nie wiemy. Dopiero, gdy jesteś w tej części o której wiemy, wtedy ma znaczenie, czy twoja gra jest dobra

Codziennie ukazuje się kilka, kilkanaście gier na Steamie, czy innych platformach dystrybucyjnych. Jak sprawić, by mój tytuł nie zginął w natłoku innych premier? Na to pytanie musi odpowiedzieć sobie każdy młody developer. Jeśli produkcja nie wyróżnia niczym szczególnym, to przepadnie i nikt nie będzie o niej wiedział. Nie ma znaczenia, czy jej stworzenie zajęło dzień, miesiąc, czy kilka lat. Przekonali się o tym Bartek i Rafał, których debiutem było Lichtspeer, mała, niezależna produkcja. Jej stworzenie, zajęło im dwa i pół roku. Film przedstawia kilka ostatnich miesięcy developingu, czyli szlifowanie produkcji pod kątem bugów, czy ścierania się z problemami dotyczącymi wydania na Steam i PS4. Dokument pokazuje, że były to ich najtrudniejsze miesiące w życiu.

Chłopaki mieli wcześniej ”normalną” pracę. Chodzili do biura na 8 godzin, pięć dni w tygodniu. Obaj jednak serdecznie tego nienawidzili, byli tym zmęczeni. Jednak od zawsze kochali branżę elektronicznej rozrywki. Myślę, że to marzenie wielu ludzi, stworzyć, a potem wydać własną grę. Jednak niewielu wie, że bycie twórcą gier indie to ciężki kawałek chleba. Nikt nie dał im pieniędzy na stworzenie własnej produkcji, nie mieli wydawcy, sami musieli szukać kogoś, kto wyłoży na ich projekt pieniądze. Jednym z takich inwestorów był brat Rafała. Wyobraźcie sobie co czuł Rafał, gdy każdego dnia budził się z myślą – ”Rodzina dała mi pieniądze na coś, co prawdopodobnie nie wyjdzie”.

Press Pack dla Youtuberów i dziennikarzy branżowych

Rafał jest generalnie zdenerwowany. Żyje w spince jak to mówią

Bartek to pesymista, z góry zakłada, że coś nie wyjdzie, przez co stara się tym nie przejmować. Po prostu robi swoje. Rafał również jest negatywnie nastawiony (w tej branży to chyba podstawa), jednak w odróżnieniu od Bartka znacznie bardziej się przejmuje, widać, że to dużo dla niego znaczy. Po pierwsze względy finansowe. Rafał ma długi, zrezygnował z normalnej pracy, by skupić się tylko na tworzeniu gry. Po drugie, tą produkcją chciał udowodnić bliskim, którzy nie znają tej branży, że czas, który poświęcił na gry wideo (kiedyś granie, teraz tworzenie) nie był czasem straconym. Nie jest to jasno powiedziane, ale człowiek, który zetknął się z niezrozumieniem swojej pasji wyczuje takie drobne smaczki.    

Każdy nie raz pewnie słyszał ”Tylko grasz w ten komputer, wziąłbyś się za jakieś normalne zajęcie”. Jako twórca produkcji niezależnych, da się zarobić, ale trzeba mieć szczęście. Za przykład może posłużyć ”Flappy Bird”, tytuł bardzo popularna na smartfonach, który kilka lat temu podbił rynek. Nguyễn Hà Đông (twórca gry) do dziś pewnie nie wie, jakim sposobem odniósł sukces. Był to jednorazowy ”złoty strzał”, po prostu chwyciło.

Radość, gdy ktoś ogrywa twoją grę – bezcenne (najpiękniejszy moment w filmie)

 ”Co tam, jaka depresja”. Ale teraz, jak sam zobaczyłem jakie wysokości były słupki sprzedażowe, no to… nie było lekko

Dzień przed premierą. Jedna ze stremerek gra w Lichtspeer i widać, że jest ”zajawiona”. Każdy twórca (gier, filmów, tekstów, muzyki) potrzebuje feedbacku, wsparcia od ludzi, by czuć, że to co robi ma jakiś sens. Reakcja Rafała na widok tej grającej dziewczyny chwytała za serce. Cieszył się jak małe dziecko, a ja robiłem to razem z nim. Bardzo zżyłem się z tym bohaterem i zdecydowanie jest to moja ulubiona postać w całej tej historii.

Zaręba wydał się bardzo empatyczny, emocjonalnie podchodzi do zwycięstw jak i porażek. Każdą rzecz bierze do siebie, przez co czasem nie wytrzymuje. Oczywiście wiem, że każdy ma swoje życie i przejmowanie się takimi rzeczami nie prowadzi do niczego, ale pod koniec filmu było mi po prostu smutno.   

Czas nakreślić nowy plan

Warto zaznaczyć, że w filmie wystąpił Maciej Miąsik, który również jest niezależnym twórcą gier. W okresie, w którym Rafał i Bartek tworzyli Lichtspeer, on pracował nad Beat Cop. Dodam tylko, że Maciej pracował nad scenariuszem do pierwszego Wiedźmina, więc miał doświadczenie, którego chłopakom brakowało. Był dla chłopaków duchowym wsparciem. Starał się im pomagać, służył im radą i doświadczeniem.

Zresztą Borys Nieśpielak pracuje teraz nad kolejnym dokumentem, który przybliży losy ekipy odpowiedzialnej za pierwszego Wiedźmina. Między innymi w produkcji weźmie udział Tomasz Gop, czy wspomniany wcześniej Maciej Miąsik. Warto śledzić jak rozwinie się ten projekt. Jeśli będzie na takim samym poziomie jak ”Wszystko z nami w porządku”, to ja chętnie złożę pre-order.       

Czy coś mam więcej do dodania? Chyba tylko tyle, że film jest dostępny tutaj, a kosztuje 17,99 zł. Jeśli jesteście ciekawi jak powstawał film, to odsyłam Was do wywiadu, który swego czasu przeprowadziła Redakcja JaRock z Borysem Nieśpielakiem.

Jest 13:44, chyba pora wrócić do rzeczywistości.