Pewnie nie raz zdarzyło się Wam stanąć przed wyborem – kupić jedną grę AAA, która starczy na długie godziny, czy może zdecydować się na kilka krótszych, ale bardziej skondensowanych produkcji niezależnych. Wielu z Was wybierze AAA, bo dokładnie wie, czego się spodziewać. Kampania na kilka godzin, a do tego tona zadań pobocznych i jakiś multiplayer, który łatwo spieniężyć. Nie wszyscy lubią ten schemat, dlatego wybierają produkcje niezależne, tworzone z pasją i oddaniem przez małe, kilkuosobowe zespoły.

Dziś zajmę się grami niezależnymi, popularnie nazywanymi indykami. Czy nie stały się one przypadkiem podobne do wielkich molochów AAA? Czy w dążeniu do bycia czymś innym (w domyśle lepszym od gier AAA) nie zapomniały o tym?

Od Braida wszystko się zaczęło…

Rozważania te warto zacząć od wyjaśnienia kwestii, które mogą być dla niektórych sporne. Czy ”indie” to oddzielny gatunek? Wielu tak uważa, jednak tego określenia używa się w kontekście sposobu, w jaki gra została stworzona i wydana. Inaczej. Produkcje AAA (do tego pojęcia za chwilę przejdziemy) są tworzone przez kilkusetosobowe studia, a ich budżet liczony jest w milionach dolarów. Z kolei ”indie” tworzą kilkuosobowe zespoły, najczęściej złożone z młodych (czytaj niedoświadczonych) deweloperów. Indykiem może być wszystko – strzelanka, platformówka, RPG, czy ściganka.

Pojęcie ”AAA” odnosi się do Amerykańskiego systemu szkolnictwa, w którym ”A” oznacza najwyższą możliwą ocenę. Sam termin oznacza gry o najwyższej jakości, jednak w ciągu kilku ostatnich lat jakość ta pozostawia wiele do życzenia. Teraz mianem ”AAA” określa się produkcje, które mają wysoki budżet, a dużą jego część stanowi marketing.

Skoro wyjaśniliśmy sobie czym są indie i ”Triple-A” możemy przejść do najważniejszego. Czym jest niezależność?

Jestem sobie Indyczkiem i dobrze mi z tym

Duże gry są zazwyczaj bezpieczne, wpasowują się w schemat, który podałem we wstępie. Jest to rozwiązanie dzięki któremu wydawca będzie miał środki na dalsze utrzymanie studia deweloperskiego, jak i nowe projekty. Zdaniem niektórych zabija to kreatywność, bo „korpo” nie będzie ryzykowało wprowadzenia czegoś nowego. Nowe nie zawsze jest dobre, a gdy takie nie jest, to się nie sprzeda. W odpowiedzi na to powstały produkcje niezależne, które miały na nowo podchodzić do tematu jakim jest elektroniczna rozrywka. Twórcy niezależni mają pełną kontrolę nad tym jak będzie wyglądać ich tytuł, co będzie zawierać, jakie tematy poruszać i… i mógłbym tak wymieniać bardzo długo.

Produkcja, wydanie, czy próba dotarcia do odbiorcy ze swoją grą to bardzo długi i żmudny proces, a nie każdy młody deweloper zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego ”niezależność i wolność” nie zawsze jest dobra, bo jeśli nie ma się z góry narzuconych terminów, to dochodzi do rozleniwienia. A tytuły latami leżą odłogiem we wczesnym dostępie (o którym później). Niezależność to również brak wydawcy, a to on zazwyczaj odpowiada za marketing, czy po prostu wykłada pieniądze na projekt.

Przyczajony Indyk, ukryte AAA

W takim razie jak określić Fe, czy Unravel? Obie te gry tworzone są przez małe studia, jednak nad ich wydaniem czuwa Electronic Arts (to EA z tych EAów od lootboxów i chamskich DLC) w ramach programu EA Originals. Czy dalej możemy określać je mianem niezależnych? Zgodnie z tym co napisałem wcześniej, nie, bo mają wydawcę. Jednak nie można ich też nazwać ”Triple-A”. EA Originals powstało, by ocieplić wizerunek ”Elektroników”, pokazać, że nie są bezduszną korporacją. Czy jest to dobry ruch? Z jednej strony EA i inni duzi wydawcy takimi programami potwierdzają, że tak naprawdę są bezdusznymi korporacjami. Nie pomagają tym deweloperom z dobrego serca, a robią to, by mieć dobry pijar. Jednak dzięki takim projektom o Fe, czy Unravel w ogóle ktoś usłyszał, więc jest to pewien sukces. 

A co z Devolver Digital? Wydawca ten finansuje małe pixel art’owe gierki pokroju Hotline Miami, Broforce, czy Crossing Souls. Jak nazwać takie produkcje? Ich budżet nie jest duży, a studia za nie odpowiedzialne to kilkuosobowe zespoły. Czy to dalej indyki, skoro mają wydawcę? Wrócimy do tego za chwilę.

Wspomniałem wcześniej o Steam Early Access. Dzięki temu programowi każdy może zostać deweloperem. Wystarczy tylko zobaczyć, co się sprzedaje, kupić kilka gotowych assetów i już. Steam Store został zalany grami, które nie prezentują sobą żadnego poziomu, a są zwykłymi kopiami popularnych produkcji (Radical Heights skokiem na popularność PUBG-a). W tej powodzi klonów znalezienie czegoś wartego uwagi graniczy z cudem. I tu jest cały problem współczesnych produkcji niezależnych. Jest ich za dużo, przez co ciężko znaleźć coś godnego naszego czasu i portfela. Tu też dochodzimy do pytania, które zadałem we wstępie. Indyki zamiast stać się czymś lepszym od AAA, stoczyły się na dno, a wieść o tym, że na Steam ma się pojawić jakaś nowa, niezależna produkcja nie budzi żadnych emocji.

Z „Wczesnym Dostępem” i ty możesz zostać deweloperem!

Ratunkiem z tej sytuacji są programy pokroju EA Originals, czy wydawcy gier niezależnych, tacy jak Devolver Digital lub polski Klabater, który na swoim koncie ma Apocalipsis (które recenzowałem na łamach portalu Ja,Rock tutaj), czy Regalia: Of Men and Monarchs. Jeśli jesteście ciekawi jak wygląda praca takiego wydawcy, to odsyłam do wywiadu z Michałem Gembickim, założycielem Klabatera i współwłaścicielem CDP.  

Tacy wydawcy robią za nas to, co nam nigdy by się nie udało – wybierają te dobre indyki. Może brzmi to dziwnie, ale dzięki temu mamy jakąś alternatywę dla tytułów AAA. Możemy cieszyć się grami niezależnymi, które nie są crapami.

Wspomniałem wcześniej, że gdy coś ukazuje się na Steam, to nie wzbudza żadnych emocji. Dzięki takiemu wydawcy, gracze mają szansę w ogóle usłyszeć, że dana produkcja powstaje. Zabrakło tego przy okazji premiery Lichtspeer, gry której kulisy powstania przybliżył dokument Borysa Nieśpielaka ”Wszystko z nami w porządku” (odsyłam do mojej recenzji). Również ciekawą propozycją jest ”Indie Game: The Movie”, który opowiada o twórcach indyków. Oba filmy to świetna okazja, by poznać naszą kochaną branżę od kuchni i zobaczyć, że nie wszystko jest tak piękne, jak pokazują to imprezy pokroju E3.  

Indyki ewoluowały i jeśli wciąż mają być alternatywą dla gier AAA, to dalej muszą się zmieniać. Inaczej. Musi się zmienić sposób, w jaki docierają one do odbiorców, bo Steam to nie jest już przyjazna platforma dla graczy chcących pograć w coś innego. Więc dobrze, że powstało coś takiego jak ”wydawca indyków”, bo dalej są to produkcje niezależne, które dzięki temu, że mają wydawcę nie utonęły w Steam Store.

[Źródła: Polygamia, Neosite, GOL, Tvgry, Polygamia2, JaRock]